Z opieki niepublicznego przedszkola językowego Aniołkowo w Żywcu korzysta 60 dzieci, z czego pięcioro to maluchy z opinią o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju lub orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego. Rodzice zdecydowali się posłać je do kameralnej, ogólnodostępnej placówki, a nie do przedszkola integracyjnego czy specjalnego, bo dzieci nie mają poważnych deficytów. To maluchy z opóźnieniami w rozwoju ruchowym czy zaburzeniami ze spektrum autyzmu. – W niektórych przypadkach wystarczą 2-3 lata terapii i dzieci będą świetnie funkcjonowały w szkole, nie odstając od rówieśników. Aby to było możliwe, potrzebna jest jednak systematyczna praca – mówi Gabriela Głowacka, dyrektorka Aniołkowa.

Musi być umowa o pracę

Niestety, z nowym rokiem terapia dzieci została przerwana. Przedszkolaki uczestniczą jedynie w zajęciach z neurologopedą i terapeutą pedagogicznym, którzy są pracownikami przedszkola. Spotkania prowadzone przez specjalistów z zewnątrz – hipoterapeutę, terapeutę integracji sensorycznej i psychologa oraz ćwiczenia na basenie – zostały wstrzymane.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej