Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Marcin Czyżewski: Skąd pani przyjechała do naszego regionu i jakie były powody takiej decyzji?

Małgorzata Mazurek: Urodziłam się w Warszawie i tam też mieszkałam do 15 roku życia. Pod koniec 2. klasy gimnazjum rozpoczęłam swoją przygodę z kolarstwem i zamiast jednej ze szkół w Warszawie zdecydowałam się na Szkołę Mistrzostwa Sportowego w Żywcu, która wtedy rozpoczęła swoją działalność. Zawsze uwielbiałam wyjazdy w góry z rowerem, a ta przeprowadzka sprawiła, że miałam je na co dzień.

Jak to się stało, że rozpoczęła pani pracę w branży informatycznej właśnie w Bielsku-Białej?

- Po zakończeniu szkoły nie do końca wiedziałam, co chcę dalej robić. Zdawałam sobie sprawę, że z kolarstwa ciężko jest wyżyć i trzeba obrać alternatywną ścieżkę. Podczas mojego pobytu w Żywcu poznałam mojego chłopaka i postanowiłam zostać na miejscu. W moich pierwotnych planach był kierunek fizjoterapii, który odpuściłam ze względu na małą opłacalność. Próbowałam dostać się na studia artystyczne, co na szczęście mi się nie udało. Brat zaproponował mi, żebym poszła na informatykę, a najbliższa publiczna uczelnia była w Bielsku. Po zakończeniu studiów od razu zaczęłam pracę.

Czym się zajmuje firma Selleo i jakie są pani zadania?

- Firma Selleo, z którą współpracuję, zajmuje się tworzeniem oprogramowania dla klientów z zagranicy. Mamy wiele projektów, a ja pracuje przy jednym z nich. Moim głównym zadaniem jest rozwój i dbanie o aplikację mobilną mojego klienta ze Szwecji.

Czy Bielsko-Biała to dobre miejsce do pracy dla specjalisty z branży IT? Czy nie lepiej byłoby w stolicy albo we Wrocławiu?

- Od pewno czasu Bielsko mocno rozwija się w branży IT. Szczególnie dużo pracy jest dla specjalistów od stron internetowych. Nie da się jednak ukryć, że we Wrocławiu, Warszawie czy Krakowie zdecydowanie łatwiej znaleźć pracę, a średnia płaca jest wyższa. Jednak idzie to w parze z kosztami utrzymania, więc coś za coś. Ja wolę zarobić nieco mniej, ale móc wyjść z pracy, wsiąść na rower i wjechać na Szyndzielnię. Chyba nie muszę wspominać o korkach?

Jakie są dla pani największe zalety mieszkania i pracowania w Bielsku? A może są też jakieś wady?

- Jak dla mnie są same zalety. Uwielbiam sport - latem jeżdżę na rowerze, a zimą na nartach i snowboardzie, chodzę na skiturach i czasem biegam. Teoretyczną wadą może być to, że w mniejszym mieście trochę mniej się dzieje. Z powodu uprawiania sportu nie mam zbyt dużo czasu, aby odwiedzać kluby i chodzić na koncerty, więc dla mnie to nie problem.

Czy zachęcałaby pani inne osoby z tej branży, aby zamieszkały i pracowały w Bielsku?

- Oczywiście! Uważam, że nie ma lepszego miejsca do życia niż Bielsko. Miasto jest ładne. Wszystko jest pod ręką. Nie marnuje się czasu na dojazdy do pracy. Poza tym, jeżeli jesteś programistą i cały dzień siedzisz przy biurku, to bardzo ważne, żeby po pracy wyjść na świeże powietrze i trochę się poruszać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.