Podbeskidzie wzięło pełny rewanż za jesienną porażkę u siebie z Katowicami. Wtedy GKS zagrał świetny mecz, teraz było inaczej. Bielszczanie byli skuteczni i to wystarczyło.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wynik może nie odzwierciedla przebiegu spotkania, ale co z tego? Na początku spotkania oba zespoły nie chciały się odkryć i grały dość zachowawczo. Gospodarze przycisnęli po 20 minutach. Impuls większości akcji dawał będący w świetnej dyspozycji Tomasz Foszmańczyk. Było ich dużo, ale niezbyt wiele z nich wynikało.

GKS nie zwalniał tempa. W 25 minucie dobrą piłkę do Foszmańczyka z prawej strony zagrał Armin Ćerimagić. Foszmańczyk padł w polu karnym Podbeskidzia, ale sędzia po przerwaniu gry nie wskazał na wapno, a wręcz przeciwnie – pokazał pomocnikowi GKS-u Katowice żółtą kartkę za próbę wymuszenia rzutu karnego.

Najlepszą okazję dla gospodarzy w pierwszej połowie w 31. minucie zmarnował Goncerz, który po doskonałym dośrodkowaniu Ćerimagicia trafił w słupek.

Potem do głosu doszli bielszczanie, nie byli jednak nawet w połowie tak konkretni jak gospodarze. Najaktywniejszy w zespole Jana Kociana był Robert Gumny, to w przyszłości może być bardzo dobry piłkarz.

Do przerwy przy Bukowej utrzymywał się bezbramkowy remis, ale przewaga gospodarzy widoczna była gołym okiem.

W drugiej połowie katowiczanie tradycyjnie już we wiosennych meczach zgaśli, choć mieli jeszcze znakomite sytuacje. W 52 minucie doskonałym podaniem Ćerimgaićia obsłużył Foszmańczyk, ale były piłkarz Górnika Zabrze fatalnie zabrał się z piłką i wybił mu ją Mariusz Magiera. W 55 minucie jak z armaty na bramkę Leszczyńskiego z bardzo daleka uderzył Kalinkowski, ale bramkarz Podbeskidzia ładną paradą poradził sobie z jego strzałem.

Bielszczanie cierpliwie czekali na swoją szansę i wreszcie się doczekali.

W 72 minucie Podbeskidzie miało rzut wolny ze środka boiska. Piłkę w pole karne dośrodkował Michał Janota, przed bramką Mateusza Abramowicza się zakotłowało, a ostatecznie piłka trafiła pod nogi Gumnego, który pewnie zmieścił piłkę w lewym rogu bramki GieKSy. Bielszczanie strzelili bramkę, choć z przebiegu spotkania na to nie zasługiwali. W 80 minucie Lewicki skończył głową ładną akcję swojego zespołu i wyprowadził bielszczan na dwubramkowe prowadzenie.

Kiedy wydawało się, że nic złego „Góralom” w tym meczu już się nie stanie, gospodarze jeszcze raz ruszyli do ataku. W 85 minucie w polu karnym odnalazł się Grzegorz Goncerz i głową dał GKS-owi bramkę kontaktową. Gorączkowe ataki miejscowych mogły przynieść upragniony efekt, ale piłkę meczową w doliczonym czasie gry zmarnował Andreja Prokić, z 7 metrów uderzając głową nad bramką Podbeskidzia.

GKS Katowice – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:2 (0:0)

Bramki: 0:1 Gumny (72.), 0:2 Lewicki (80.), 1:2 Goncerz (85.)

GKS: M. Abramowicz – D. Abramowicz, Czerwiński, Kalinkowski Ż, Goncerz – Foszmańczyk Ż, Ćerimagić (76. Prokić), Praznovsky, Kamiński, Jóźwiak (86. Mandrysz) – Zejdler Ż(76. Lebedyński)

Podbeskidzie: Leszczyński – Jaroch, Piacek, Magiera, Moskwik – Gumny Ż, Hanzel, Deja, Janota (72. Lewicki), Sierpina (90+4. Sladek)– Haskić (85. Podgórski)

sędziował: Dominik Sulikowski (Gdańsk)

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem