Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Czy rynek czasu wolnego różni się na Słowacji i w Polsce?

Julius Vinterm, dyrektor generalny na Polskę w Tatry Mountains Resort: Widzę dwie duże różnice. Polacy są bardziej przedsiębiorczy niż Słowacy. Tak się składa, że na Słowacji jesteśmy największą firmą hotelową, chociaż tym wcale nie chcemy się zajmować. Problem polega jednak na tym, że nie ma innych chętnych. I gdybyśmy sami nie stworzyli miejsc noclegowych przy Tatralandii, to nasi goście nie mieliby gdzie spać. Druga różnica polega na tym, że Słowacy są mniej wrażliwi na ceny niż Czesi czy Polacy. Gdy Słowacy są na wakacjach, to nie łapią się za kieszeń i pozwalają sobie na większe wydatki. Co do samego sposobu spędzania wolnego czasu, to nie ma wielkich różnic, ale my jesteśmy wciąż do tyłu w tej dziedzinie w porównaniu do krajów Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych. To jednak oznacza, że u nas jest największy potencjał na wzrost.

Dlaczego?

W naszym postkomunistycznym bloku pojawiły się jakiś czas temu zachodnie korporacje. Budują fabryki, zakłady pracy, stawiają biurowce. Zatrudnione tam osoby ciężko pracują i zarabiają więcej. A po pracy chcą odpocząć.

Kto najczęściej przyjeżdża do Tatralandii? Słowacy?

Nie. Największa liczba naszych gości to Polacy. Można nawet powiedzieć, że to „polski” park wodny. Gdyby określać to procentowo, to Polaków jest tu ok. 40 proc., Słowaków jest ok. 35 proc. Reszta gości to Czesi, jest też trochę Węgrów. Z kolei np. Niemców jest dużo w Szpindlerowym Młynie. To ok. jednej trzeciej gości.

Jest też Szczyrk. Niedawno kupiliście ten ośrodek narciarski i mocno tu inwestujecie.

W tym roku wydamy tu 35 mln euro. To m.in. trzy nowe koleje linowe, powstaje też duży i nowoczesny system naśnieżania. Stawiamy też budynek, w którym będą kasy, biuro obsługi, wypożyczalnia nart i sklep sportowy.

W tym biznesie jedna rzecz wydaje się niepewna. To pogoda.

Zawsze mamy prognozę na kilka dni naprzód. Dzięki temu zawsze wiemy, jakiej liczby gości spodziewać się np. w Legendii i do tej liczby dostosowujemy liczbę pracowników. Tak samo działamy w ośrodkach zimowych. Ludzie oczekują dziś aktywnego wypoczynku. To modne i dla wielu osób znacznie ciekawsze niż leżenie plackiem na plaży. Na pewno ten biznes będzie mocno rósł. Dotyczy to właśnie parków rozrywki czy rozmaitych ośrodków górskich. One cieszą się dziś popularnością także latem. Widzieliśmy to dwa lata temu, gdy było bardzo gorąco. W Tatrach Wysokich padały rekordy frekwencji.

Czy rozwój biznesu np. z branży IT czy BPO ma wpływ na wasz?

Tak. Na Śląsku jest dużo takich firm i ma to dla nas znaczenie. Na Słowacji też. Jak już mówiłem, mamy dużo miejsc hotelowych, więc duża liczba firm organizuje właśnie u nas swoje różne wydarzenia takie jak zjazdy czy szkolenia. Nasze branże mają zatem wpływ na siebie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.