41-letnia bielszczanka zaginęła kilka tygodni temu w bułgarskim kurorcie Pomorie. W niedzielę znaleziono jej ciało. Kobieta prawdopodobnie popełniła samobójstwo.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O zaginięciu bielszczanki głośno było zarówno w Polsce, jak i w Bułgarii. Kobieta przyjechała z mężem i dwójką dzieci na wakacje do bułgarskiego kurortu Pomorie. Po raz ostatni widziana była po południu 30 czerwca. Wyszła z hotelu ubrana w sukienkę w kwiatki. Następnego dnia mąż 41-latki zawiadomił o jej zaginięciu policję. Sprawą zajęła się polska ambasada w Bułgarii.

W akcję poszukiwawczą zaangażowano m.in. płetwonurków, bo jedną z hipotez było, że kobieta utonęła w Morzu Czarnym. Podejrzewano także, że kobieta mogła zostać uprowadzona.

W niedzielę ciało 41-latki zostało znalezione pół kilometra od hotelu, w którym mieszkała rodzina, w zagajniku. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że do śmierci kobiety nie przyczyniły się żadne osoby trzecie. Najprawdopodobniej bielszczanka popełniła samobójstwo. Jej ciało zostało przewiezione do szpitala uniwersyteckiego w Burgas.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem