Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przypomnijmy: do zdarzenia doszło 17 lipca około godz. 3.40. Runęła część budowanego bloku na bielskim Sarnim Stoku. Blok, który miał zostać oddany do użytku wiosną przyszłego roku, był w stanie surowym otwartym. Strażacy przeszukali gruzy, na szczęście nikogo w nich nie znaleźli. Mieszkańcy okolicznych domów mówili o tym, że słyszeli wybuch. W gruzach oraz w ocalałej części budynku znaleziono butle z propanem-butanem.

W Bielsku-Białej zawalił się budowany blokW Bielsku-Białej zawalił się budowany blok Policja Bielsko-Biała

Na miejscu pracowali policjanci z bielskiej komendy, policyjni technicy kryminalistyki, śledczy z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, policyjni antyterroryści oraz prokuratorzy. Ściągnięto m.in. psy do wykrywania ładunków wybuchowych. Wstępne ustalenia wskazują, że mogło dojść do wybuchu. Śledztwo w tej sprawie prowadzi bielska prokuratura.

Wcześniej były pogróżki

W listopadzie zeszłego roku na tej samej budowie pracownicy, którzy przyszli rano do pracy, zastali nadpalony sprzęt budowlany, spychacz i koparkoładowarkę.

Biegły z zakresu pożarnictwa ustalił, że przyczyną pożaru było najprawdopodobniej podpalenie. Ktoś, najprawdopodobniej podpalacz, zostawił kartkę z informacją: „Odejdźcie stąd! Zostawcie tę ziemię w spokoju! To pierwsze i ostatnie ostrzeżenie!”.

Mimo nagrody w wysokości 10 tys. zł wyznaczonej przez właściciela sprzętu sprawa została umorzona, bo nie udało się wykryć sprawcy.

Pocahontas pisze do dewelopera

W poniedziałek do lokalnych bielskich mediów oraz kilku organizacji ekologicznych przyszło pismo od tajemniczej „Brygady Wschód”. Pismo otrzymał m.in. portal bielsko.info. Podpisała je „łączniczka Pocahontas”. Pisze o tym, że w 2015 r. na Sarnim Stoku, w malowniczej okolicy z lasami i łąkami, pojawił się nieproszony gość, deweloper. Spychacze zniszczyły las i łąkę.

„Widziałam to na własne oczy. To było potworne! Nie zrobili tego ludzie, lecz jakieś dziwne bestie. Ludzie kochający ziemię tak nie postępują. Oni chcą ją posiąść, ale jej nie kochają” – pisze „łączniczka Pocahontas”.

W piśmie można też przeczytać: „Ludzie, którzy podłożyli butle z gazem, by zatrzymać tą obłąkaną budowę, powinni dziś być bohaterami, a tymczasem muszą ukrywać się jak przestępcy. Podczas gdy skorumpowani pseudobiznesmeni nie muszą się przed nikim ukrywać. Nierzadko podziwia się ich i naśladuje. Czas powstrzymać tę paranoję!”.

„Brygada Wschód” daje deweloperowi budującemu bloki na Sarnim Stoku ultimatum: do 6 sierpnia ma wstrzymać roboty i wydać oświadczenie o akceptacji tych warunków. Do końca października bloki, które wciąż stoją, mają zostać rozebrane, plac budowy uprzątnięty, ogrodzenia zdjęte. „A za kilka lat znów wyrośnie tam las, tak jak było kiedyś” – przekonuje „łączniczka Pocahontas”, grożąc, że jeśli te warunki nie zostaną spełnione, runą koleje bloki. Zapowiada jednocześnie, że nikt nie pomoże w wykryciu sprawców. Ani policja, ani detektyw Rutkowski, ani nawet sam papież.

Co na to policja? – Prowadzimy czynności w sprawie tego pisma – mówi krótko asp. Ilona Michalczyk z Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.