Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 – Jak można było spóźnić się aż cztery minuty na takiej krótkiej trasie!? Jak można było?! – piekli się i milknie dopiero wtedy, gdy nikt do jej świętego oburzenia się nie dołącza.

Kierowca nic nie mówi. Co innego mu w głowie. Kilka przystanków dalej autobus staje w gigantycznym korku. Tak dzieje się teraz w Bielsku-Białej właściwie codziennie, nie tylko w godzinach szczytu. Korki to zasługa drogowców, którzy jednocześnie prowadzą w różnych miejscach remonty i budowy. Kierowca samochodu osobowego może spróbować uniknąć korka i pojechać inną trasą, ale autobus przecież tego nie zrobi.

Pasażerowie jednak od razu znajdują winnego, oczywiście kierowcę.

– Co to znaczy?! Pan w ogóle nie potrafi jeździć! Trzeba zmienić pas na lewy! Na tamtym pasie auta jadą, a my cały czas stoimy! – wrzeszczy na kierowcę starszy jegomość.

Szofer i tym razem zachowuje kamienną twarz. Pewnie już się przyzwyczaił do awanturujących się pasażerów.

Cisza zapada dopiero wtedy, gdy ktoś w końcu bierze szofera w obronę. – Nie dziwię się – mówi – że MZK nie może znaleźć kierowców do pracy. Ja za żadne pieniądze nie poszedłbym do takiej roboty. Już wolałbym jeździć tirami, przynajmniej nie ma się do czynienia z ludźmi – komentuje.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.