Dyżurny żywieckiej komendy policji otrzymał zgłoszenie o ciężko rannej dziewczynie. Na miejsce natychmiast pojechali policjanci.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Młoda dziewczyna miała upaść na sztachety w ogrodzeniu i nabić się na nie. Ze zgłoszenia wynikało, że jest przytomna, ale silnie krwawi. - Na miejsce natychmiast pojechali policjanci. Pod wskazanym adresem zastali 37-latka. To on zgłaszał interwencję. Jednak nigdzie nie było dziewczyny - mówi Mirosława Piątek, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Żywcu.

Mundurowi sprawdzili stan trzeźwości mężczyzny i okazało się, że ma on w organizmie blisko 2,5 promila alkoholu. Nie był w stanie wytłumaczyć dlaczego zgłosił nieprawdziwą interwencję. 37-latek ze swojego zachowania już wkrótce będzie się tłumaczyć przed sądem.

- Wzywając bezpodstawnie policję, można przyczynić się do nieudzielenia pomocy innej osobie, która naprawdę jej potrzebowała, a do której, w wyniku głupiego żartu, patrol nie dotarł - dodaje Mirosława Piątek.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem