Życie w górach jest ciężkie. Tutaj od świtu do nocy ludzie mają pełne ręce roboty. Beskidzkie gospodynie nie miały i nie mają czasu na przygotowywanie wyszukanych, pracochłonnych potraw.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Gdy widzę kwaśnice, to kwice, a oczy mi świcom jak znicze” – tak słynni bracia Golcowie śpiewają o beskidzkiej kwaśnicy. Rozsławiona przez Golców kwaśnica jest jednym z symboli beskidzkiej kuchni i można ją zamówić w każdej tutejszej karczmie.

Górale uważają, że kwaśnica przygotowana na specjalnie peklowanym mięsie ma się do kapuśniaku serwowanego w innych częściach Polski tak, jak mercedes do malucha. W dodatku to zupa z tradycjami, z dokumentów zachowanych w miejscowych muzeach wynika, że kwaśnicę warzono tutaj już w XIV wieku!

Każda karczma w Beskidach ma własny, pilnie strzeżony przepis. W wielu lokalach zupa ta serwowana jest ze świńskim ryjem. Trzeba brać to pod uwagę, składając zamówienie, bo dostaje się zupę, w której naprawdę pływa kawałek świńskiej głowy z uchem. Jeśli dla kogoś to zbyt duże wyzwanie, może zamówić sobie kwaśnicę na żeberkach. Też jest bardzo smaczna.

Smalec do deseru

Wszystko, co zostaje po zabijaczce, czyli po świniobiciu, trzeba zużyć. Choć pewno wielu osobom trudno będzie w to uwierzyć, to np. wieprzowego smalcu górale używają nawet do deserów. To nie żart – to właśnie na smalcu, a nie na oleju, smaży się np. beskidzkie krepliki, czyli pączki.

W trudnych, górskich warunkach zawsze najlepiej dojrzewały śliwki, dlatego właśnie górale od zawsze pączki nadziewają powidłami z tych owoców. Podaje się je posypane cukrem pudrem.

W beskidzkiej kuchni bardzo popularne są także ziemniaki. Górale potrafią wyczarować z nich prawdziwe kulinarne cuda. Wybornie smakują np. tutejsze placki ziemniaczane, które zamiast smażyć, piecze się na blasze i polewa stopionymi skwarkami albo smaruje zrobioną w domu bryndzą. Może i nie jest to najzdrowsza potrawa, ale za to jaka pyszna! Przepyszne tradycyjne dania beskidzkiej kuchni zjemy np. w szczyrkowskiej Starej Karczmie, oprócz kwaśnicy spróbować tutaj można m.in. szczyrkowskiego żurku, golonki i ręcznie robionych pierogów.

Także miłośnicy lżejszej kuchni znajdą w Szczyrku coś dla siebie. Gościniec Salmopolski słynie np. z ryb pochodzących z własnej hodowli. Prosto z potoku z krystalicznie czystą wodą można łowić jesiotry, szlachetną odmianę pstrąga źródlanego, sezonowo karpie, sumy i raki. Przyrządzane są na różne sposoby.

Baranina wraca do łask

Przez lata popularnym mięsem w beskidzkiej kuchni była serwowana na wiele różnych sposobów baranina. Potem jednak stada owiec zaczęły znikać z hal. Wydawało się, że nastał koniec tradycyjnego wypasu w Beskidach. Górale mówią, że baraninie bardzo zaszkodziły czasy PRL-u, gdy do sklepów trafiało najczęściej stare, cuchnące łojem mięso. Taka obiegowa opinia, że baranina śmierdzi i jest wstrętna w smaku, pokutuje zresztą do dziś.

Niesprawiedliwa opinia, bo nie ma smaczniejszego i zdrowszego mięsa niż dobrze przyrządzona jagnięcina czy baranina. Zimą w góralskich domach podaje się np. barani rosół z dodatkiem czosnku. Górale mówią, że oprócz miodonki robionej z wody, spirytusu i miodu nic tak dobrze nie rozgrzewa jak taka zupa.

Jagnięcinę i baraninę znajdziemy na szczęście w menu szczyrkowskich restauracji. Oczywiście, chyba nikt nie wyobraża sobie wizyty w Beskidach bez spróbowania oscypka. Przepyszne są np. oscypki z grilla. Choć uwaga, o tej porze roku, gdy owce są zamknięte w owczarniach, trudno o prawdziwe oscypki z owczego mleka.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Aleksandra Sobczak poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem