Ośrodek Rehabilitacji Dzikich Zwierząt "Mysikrólik" w Bielsku-Białej często przyjmuje pod opiekę zwierzęta pozbawione z różnych powodów opieki rodziców. W tym roku pierwszy jest malutki zając.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Agnieszka i Sławek Łyczko prowadzą w Bielsku-Białej fundację oraz ośrodek, do którego trafiają dzikie zwierzęta wymagające pomocy człowieka. Już niedługo zacznie się najbardziej pracowity okres w roku, kiedy do ośrodka zaczną trafiać pisklęta. Na razie jedynym dzieckiem, którym trzeba się zająć, jest malutki zając.

Prowadzący ośrodek apelują, by nie zabierać pochopnie małych zajęcy.

- One nie rodzą się w norach, tylko w niewielkich zagłębieniach wprost w trawie. Mama przez większość czasu zostawia je bez opieki, pojawia się tylko kilka razy w ciągu dnia na karmienie, ale małe są całkowicie rozwinięte i mają gęste futro, więc nawet przymrozki nie są dla nich straszne - tłumaczy Sławek.

Sławek prosi, by przed podjęciem decyzji o zabraniu malucha skontaktować się z ośrodkiem pod numerem telefonu 506-918-902. Nie wolno dotykać malucha, przenosić go, wydeptywać wkoło trawy. Jeśli miejsce nie jest bardzo niebezpieczne, powinno się go po prostu zostawić w spokoju.

- Tym bardziej, że odchowanie małego zająca w sztucznych warunkach, na zastępczym mleku, wcale nie jest proste, mimo naszych wysiłków zdarzają się niepowodzenia - mówi Sławek.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem