Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O Tomku Lekkim z Bielska-Białej zrobiło się głośno w całej Polsce, gdy był nastolatkiem. Wiele mediów relacjonowało wtedy heroiczną walkę jego matki Małgorzaty o to, by syn zdobył wykształcenie. To było wyzwanie, bo posiadający wybitny umysł i fenomenalną zdolność do nauki języków Tomek jest osobą niepełnosprawną. Urodził się jako wcześniak, w siódmym miesiącu ciąży, efektem jest porażenie mózgowe. Z powodu uszkodzenia mózgu Tomek nie jest w stanie np. czytać, bo oczy nie chcą współpracować z mózgiem, jeszcze dwa lata temu pełzał po domu, ale obecnie jest osobą leżącą. Mimo przeciwności dzięki pomocy mamy skończył liceum, a potem studia lingwistyczne.

Niepełnosprawna sportsmenka chce wyjechać na mistrzostwa świata. Musi zebrać pieniądze

- Pomagali też koledzy, którzy mi czytali na głos fragmenty książek - opowiada mężczyzna.

Tomek mieszka tylko z mamą, utrzymują się z jej emerytury, renty socjalnej oraz alimentów. To ledwo starcza na opiekunki i rehabilitację. - Wydajemy około 1,7 tys. zł miesięcznie na samą rehabilitację - mama Tomka pokazuje faktury.

Gdyby nie Kamila, starsza o cztery lata siostra Tomka, która mieszka w Irlandii, nie daliby sobie rady. - Staram się wspierać brata i mamę finansowo, robię to za zgodą mojego męża, który też się zaangażował w pomoc dla Tomka - opowiada Kamila.

Świetny tłumacz

Wsparcie, na jakie może liczyć Tomek ze strony państwa, jest symboliczne. Dwa razy w roku ma prawo do dziesięciu zabiegów fizjoterapii, cztery razy w tygodniu przychodzi do niego na pół godziny pielęgniarka, by pomóc mu się umyć. W pozostałe trzy dni, kiedy pomoc nie przysługuje, blisko 70-letnia pani Małgorzata prosi o wsparcie znajomych. - Sama już syna nie udźwignę - mówi kobieta.

Na turnusie rehabilitacyjnym nigdy nie byli, bo to wymaga ustawienia się w kolejce chętnych już na początku roku, a pani Małgosia, która sama wychowała dzieci, najzwyczajniej w świecie nigdy nie miała na to czasu.

Niepełnosprawna 39-latka do stomatologa dostanie się dopiero w sierpniu. NFZ nic nie może zrobić

Tomek jest świetnym tłumaczem z języka angielskiego, ma na koncie kilka przetłumaczonych książek. Posługuje się też m.in. rosyjskim, francuskim i włoskim, choć nie tak dobrze jak angielskim, którego zaczął się uczyć jako kilkulatek. Mimo fenomenalnych zdolności tłumaczenie zajmuje mu znacznie więcej czasu niż osobom zdrowym, nie jest w stanie z nimi konkurować. Ktoś musi mu przeczytać fragment książki, a potem zapisać to, co Tomek dyktuje. - Płacimy opiekunkom - mówi pani Małgorzata. To kosztuje więcej, niż wynoszą zarobki Tomka.

To można zmienić, Tomek mógłby tłumaczyć bez konieczności korzystania z pomocy, ale potrzebne są pieniądze na nowy komputer, na specjalny program informatyczny, który przekłada mowę na słowo pisane, oraz na nowy wózek, dzięki któremu Tomek miałby większą swobodę poruszania się. Nowoczesny wózek to 25 tys. zł, program komputerowy kolejne 4 tys. zł.

- Skąd mamy na to wziąć pieniądze? - pani Małgorzata rozkłada ręce. Państwo na to pieniędzy dać nie chce, proponuje w zamian Tomkowi pomoc psychologa i kursy nauki prostych zawodów. - Ja takiej pomocy nie potrzebuję - mówi mężczyzna.

Pomagają żołnierze

W bloku, w którym mieszkają, nie ma windy. Kilka lat temu robiono kosztorys. Wtedy koszt takiej inwestycji wynosił około 100 tys. zł. PFRON chciał dofinansować tylko 80 proc., na resztę rodzina musiałaby odłożyć pieniądze. Z czego? Na szczęście mieszkają naprzeciwko 18. Bielskiego Batalionu Powietrznodesantowego, gdy tylko mama zadzwoni, żołnierze znoszą Tomka z pierwszego piętra po schodach do wózka inwalidzkiego.

Tomek Lekki potrzebuje wsparciaTomek Lekki potrzebuje wsparcia Michał Rezik

Tomek mówi, że ludzie bywają czasem bezmyślni. - Większość osób patrzy tylko na moje ciało, nie chcą dostrzec tego, co mam w środku. W McDonald's wciskali mi do ręki balonik, uważając najwyraźniej, że skoro mam niepełnosprawne ciało, to mój umysł też jest jak umysł dziecka. Ja nie potrzebuję litości, tylko zrozumienia. Chcę i mogę pracować, bo inaczej na co było to poświęcenie mojej mamy? Tylko potrzebuję wsparcia - wyjaśnia Tomek.

Mężczyzna mówi, że wierzy w to, że jeszcze kiedyś stanie na nogi. Marzy o tym, by wtedy założyć rodzinę, mieć dzieci. - Dzieci do mnie się garną, byłby dobrym ojcem - mówi. Opowiada, że ostatnio często wraca do ulubionej książki swojego dzieciństwa, którą napisał brazylijski pisarz José Mauro de Vasconcelos. „Moje drzewko pomarańczowe” opowiada o Zeze, chłopcu z bardzo ubogiej rodziny, bardzo wrażliwym i inteligentnym. W nieprzyjaznym świecie Zeze znajduje wsparcie u Portugalczyka Manuela Valadaresa, który w  pewien sposób zastępuje mu ojca. - Takich ludzi jest ciągle za mało. Gdy stanę na nogi, chciałbym być takim Valadaresem - mówi Tomek.

Wiele osób wspiera Tomka, w niedzielę w Katowicach odbył się np. półmaraton organizowany przez fundację Cała Naprzód, z którego dochód został przeznaczony na jego rehabilitację. Nadal liczy się każda złotówka. Jeśli ktoś chce wesprzeć Tomka, może wpłacić pieniądze na konto Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom Specjalnej Troski ADA. Numer konta 62 1020 1390 0000 6502 0176 3523, koniecznie z dopiskiem: SKRZYDŁA DLA TOMKA LEKKIEGO

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.