Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” z Godziszki zajmuje się badaniami zwyczajów wielkich drapieżników żyjących w Polsce i działaniami na rzecz ich ochrony. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Bydgoszczy skontaktowała się z przyrodnikami, przekazując im informację o zabraniu z lasu i przetrzymywaniu przez osobę prywatną prawdopodobnie szczenięcia wilka. Osoba ta przypadkowo natrafiła na wilczka i zabrała go z lasu, myśląc, że potrzebuje pomocy.

Wilczyca uwolniona z wnyków urodziła szczenięta. Dwa dorosłe wilki pomagają jej wychowywać dzieci

– Apelujemy, by w takich sytuacjach kontaktować się z nami. Nawet szczenię w kiepskiej kondycji ma większe szanse pod opieką rodziców niż w niewoli. Terapia nie zawsze kończy się dobrze, a często trwa na tyle długo, że szczenię będzie bało się lasu. Taki wilk po powrocie na wolność próbuje przebywać w sąsiedztwie ludzi – mówi dr hab. Sabina Pielużek-Nowak, szefowa Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”.

Ten akurat wilczek miał wielkie szczęście. Po przeprowadzeniu wizji lokalnej, wykonaniu dokumentacji fotograficznej, pobraniu prób genetycznych i po konsultacji z przyrodnikami z „Wilka”, szczeniak został natychmiast uwolniony w miejscu znalezienia przez Macieja Karolaka z bydgoskiego RDOŚ. Przyrodnicy mówi, że to przykład wzorcowej interwencji.

Ludzie porywają wilcze dzieci

– Niestety, co roku docierają do nas informacje o zabieraniu z lasu wilczych szczeniąt przez ludzi nierozumiejących, że tego nie powinno się robić, lub co gorsze, osoby chcące zarobić na sprzedaży oswojonych młodych wilków lub wyhodowanych przez siebie mieszańców wilków i psów – mówią przyrodnicy.

Przejścia dla zwierząt są potrzebne. Wilk Miko wiele razy pokonywał dzięki nim autostradę

Dodają, że takie szczenięta po podrośnięciu stają się nieznośne i prędzej czy później uciekają lub wypuszczane są na wolność, a to młode wilki, które nie są w stanie żyć w lesie. Nie radzą sobie ze zdobyciem pokarmu, boją się żyjących tam zwierząt, a ludzi traktują jak przedstawicieli własnego gatunku. Kręcą się przy zabudowaniach i tam szukają resztek i odpadków. – Zdarza się, że zaczynają polować na psy – mówi Pielużek-Nowak. – Może też dojść do pogryzienia ludzi. Dla takiego wilka to wyrok śmierci – dodaje.

 

„Porwane” przez ludzi zostały m.in. Kazan, Wiki i Dymek, pensjonariusze Rezerwatu Pokazowego Białowieskiego Parku Narodowego, czy Harda, która przebywa obecnie w ośrodku w Napromku. Czerwiec i lipiec to miesiące, gdy wilcze szczenięta trafiają w ręce ludzi, bo zwierzęta są coraz bardziej aktywne, zaczynają wychodzić na drogi leśne, są tam widywane. – Nie oznacza to jednak, że się zagubiły i wymagają pomocy. Ich rodzice je odnajdą, nie wolno ich pod żadnym pozorem zabierać z lasu – apelują przyrodnicy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.