Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przypomnijmy: w czwartek po południu na terenie byłej cukrowni w Chybiu wybuchł pożar. Z ogniem walczyło kilkadziesiąt zastępów straży pożarnej, drogi w okolicy były zamknięte, a służby wojewody zaapelowały do mieszkańców Chybia oraz okolicznych miejscowości, by pozostali w domach i nie otwierali okien.

Sytuacja była niebezpieczna, bo kilka miesięcy temu w jednej z hal byłej cukrowni ujawniono ścinki materiałów około 350 pojemników z ciekłymi odpadami niebezpiecznymi. Służby ustaliły, że halę wynajęła jedna z firm z Bielska-Białej, prokuratura wszczęła śledztwo. Na szczęście po czwartkowym pożarze służby zapewniały, że nie doszło do zanieczyszczenia środowiska.

Miała być wizja lokalna

- Była wydana decyzja o utylizacji tych odpadów, postępowanie prowadzono pod nadzorem prokuratury. Wyznaczono biegłego sądowego, który sprawdzał te odpady. Przedstawiono nam firmę, która miała dokonać utylizacji.  W piątek miała być wizja lokalna - mówi portalowi beskidzka24.pl wójt Chybia Janusz Żydek. Pożar wybuchł dzień przed zaplanowaną wizją.

Posłanka Mirosława Nykiel złożyła pilną interpelację, pyta premiera, dlaczego przez kilka miesięcy od ujawnienie niebezpiecznego składowiska nie podjęto żadnych działań, które zapobiegłyby takim wydarzeniom jak czwartkowy pożar. Chce wiedzieć, czy wobec osób za to odpowiedzialnych wyciągnięte zostaną konsekwencje i jakie substancje się tam paliły. Dopytuje także, czy naprawdę nie ma żadnego zagrożenia dla mieszkańców, skoro strażacy i policjanci pracujący na miejscu dostali nakaz noszenia masek.

Śledztwo w sprawie pożaru prowadzi prokuratura.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.