Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Policjanci z bielskiej komendy pełnili służbę wraz z Marco Szyszką, niemieckim policjantem, który odbywa praktyki w tutejszej placówce. Oficer dyżurny bielskiej komendy zlecił im interwencję w rejonie Buczkowic. Z relacji kobiety zgłaszającej interwencję wynikało, że śledzą ją dwaj mężczyźni, którzy wcześniej w Bielsku-Białej grozili jej pozbawieniem życia i uszkodzili samochód. Kobieta relacjonowała, że obaj byli u niej przed domem, wyzywali ją i grozili jej śmiercią. Gdy wyjechała z domu, zaczęli ją śledzić. Mężczyźni zajeżdżali jej drogę i próbowali zepchnąć ją z szosy. Kobieta poprosiła o pomoc policję.

Oficer dyżurny polecił jej jechać do komisariatu w Szczyrku, wysłał w jej kierunku patrole z bielskiego wydziału prewencji. Kiedy policjanci dojechali na miejsce, sprawców już nie było. Funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania. Na jednej z ulic Buczkowic zauważyli audi, w którym było dwóch mężczyzn, odpowiadających rysopisowi sprawców. Kobieta rozpoznała ich.

Siedzący na miejscu pasażera 21-latek miał przy sobie marihuanę. Mężczyźni trafili do policyjnego aresztu. Sprawą zajęli się funkcjonariusze z II komisariatu. Po nocy spędzonej w policyjnym areszcie, 20-latek i jego o rok starszy kolega usłyszeli zarzuty gróźb karalnych i uszkodzenia mienia, a 21-latek dodatkowo zarzut posiadania narkotyków, grozi im do 5 lat więzienia. Dodatkowo będą musieli także zapłacić za naprawę uszkodzonego samochodu, którą oszacowano na blisko 3 tys. zł.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.