Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie wiadomo dokładnie, co się wydarzyło. Marek został znaleziony nieprzytomny, pobity, ze złamaną szczęką na przystanku. Przewieziono go do jednego z paryskich szpitali. Tam lekarze rozpoczęli walkę o jego życie. Po dziesięciu dniach wybudzili go ze śpiączki farmakologicznej i zrobili tomograf głowy.

- Z tego, co wiem, w czasie badania doznał rozległego zawału serca, nie udało się go uratować - mówi Marek Szymiec, kolega mężczyzny.

Rodzice 41-latka nie żyją. Pozostała rodzina i przyjaciele chcą ściągnąć jego ciało do Polski. To nie jest takie proste, za każdy dzień w chłodni szpital nalicza opłatę w wysokości 45 euro, na dzień 24 lipca rachunek wynosił ponad 6 tys. zł. Firma pogrzebowa, która ma się zająć m.in. przywiezieniem ciała mężczyzny do Polski, wyceniła koszt na 11 tys. zł. Zasiłek pogrzebowy z ZUS pokryje tylko część kosztów. Jeśli ciało Marka nie zostanie odebrane, zostanie pochowany we Francji na koszt pomocy społecznej. - Chcemy go pożegnać i móc przychodzić na jego grób - mówią bliscy. Uruchomiona została zbiórka na sprowadzenie ciała pana Marka do Cieszyna. Dostępna jest tutaj.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.