Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piotr Szczęsny podpalił się 19 października 2017 roku. Dzień później Gabriela Lazarek, fryzjerka z zawodu, przyszła na cieszyński rynek i stanęła pod biurem PiS. Wyciągnęła kartkę: "Ja, zwykły, szary obywatel, wzywam Was. Nie czekajcie dłużej". Przechodnie udawali, że jej nie widzą. Następnego dnia przyszła znowu i następnego... Przyszli też ludzie, z czasem zaczęły się pojawiać tam także bardzo znane osoby, jak Zbigniew Hołdys, Agnieszka Holland czy Robert Biedroń.

https://bielskobiala.wyborcza.pl/bielskobiala/7,88025,25101187,wybory-parlamentarne-2019-marek-migalski-kandydatem-do-senatu.html

Ewa Furtak: Startujesz do Sejmu z listy Koalicji Obywatelskiej, z Partii Zieloni. Jak to się stało, że dałaś się namówić do startu w wyborach?

Gabriela Lazarek: - Nikt mnie nie musiał do tego przekonywać. Gdy PiS zaczął wprowadzać „dobrą zmianę” i ludzie wyszli protestować na ulicach, tak tłumnie, miałam poczucie, że jako społeczeństwo, zwykli obywatele, zareagowaliśmy prawidłowo, natomiast politycy, opozycja, zachowywali się jakby byli otumanieni.

Niestety, to politycy, partie mają narzędzia, by coś realnie zmienić, społeczeństwo może tylko wyrazić swój sprzeciw. Ludzie są zrażeni do polityków i w sumie im się nie dziwię. Boję się nawet, że są tak zrażeni, że nie pójdą głosować w najbliższych wyborach parlamentarnych. Obym się myliła.

Dlaczego wybrałaś akurat Partię Zieloni?

- Przez te cztery lata działań na ulicy miałam do czynienia chyba ze wszystkimi partiami. Zieloni zawsze byli wśród ludzi, nie przychodzili na manifestacje po to, by pchać się do mikrofonów. Marek Kossakowski to osoba powszechnie lubiana, tam jest więcej takich osób.

Poza tym, Zieloni dotarli do mnie ze swoim komunikatem, że mimo sytuacji politycznej, w jakiej jesteśmy, fatalnej sytuacji, sprawy klimatu są niezwykle ważne i pilne do załatwienia. Przecież jeśli czegoś szybko nie zrobimy, to nas po prostu niedługo nie będziemy.

Czym chciałabyś się zająć w Sejmie?

- W obecnej sytuacji za fundament pozytywnych przemian uważam obronę praw człowieka. Chciałabym wpłynąć na zmianę oblicza polityków. To nie czas na eleganckie garsonki i limuzyny, kiedy mamy Sejm ogrodzony barierkami, ludzie czują się zagrożeni na ulicach własnego kraju, a politycy traktują kraj jak swój prywatny folwark. Zapewnienie poczucia bezpieczeństwa i spokoju, poczucia sprawiedliwości społecznej dla wszystkich obywateli, a nie tych popierających daną partię, uważam dzisiaj za priorytet.

Brałaś udział w czarnych protestach. Będziesz walczyła o prawo kobiet do aborcji?

- Zawsze o to walczyłam i będę to robić. Uważam, że ograniczenie prawa kobiet do aborcji to ograniczenie praw człowieka. Ale też kobieta ma prawo zdecydować, że nie godzi się na narzucanie jej retoryki, że aborcja to taki sam zabieg, jak wyrwanie zęba. Na odmawianie kobietom prawa do takiego poglądu też się nie zgadzam.

Nie zgadzasz się także na to, by pod adresem kogokolwiek rzucać inwektywy czy pisać nienawistne komentarze. Potrafisz też zaprotestować, gdy w komentarzach pod twoimi wpisami na Facebooku ludzie wyśmiewają się np. z osób chodzących do Kościoła.

- Wolność, o którą walczę, polega także na tym, że człowiek ma prawo w coś wierzyć i uważać, że to jest dla niego ważne. Nikt nie ma prawa do wyśmiewania się z tego. Trochę jestem czasem między młotem, a kowadłem, bo nie wszyscy rozumieją, że można protestować przeciwko pedofilii w Kościele i jednocześnie stawać w obronie ludzi wierzących, gdy ktoś z nich szydzi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.