Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W niedzielę wieczorem bielszczanie ponownie mieli okazję wyrazić swoje poparcie dla pokojowych demonstracji na Białorusi. Na rynku w geście poparcia dla Białorusinów walczących o demokrację w swoim kraju, wystąpili: Alesia Medzviadziuk, Marta Gzowska-Sawicka, zespoły Akurat i Dzień Dobry, Tomasz Lewandowski i grupa perkusyjna Walimy w Kocioł.

Koncert był oddolną inicjatywą realizowaną przy współpracy z BCK, został objęty patronatem przez prezydenta Bielska-Białej Jarosława Klimaszewskiego. Wydarzeniu towarzyszyła spora dawka emocji. Kolory biało-czerwono-białe, które widniały na flagach trzymanych w rękach zebranych Białorusinów na bielskim rynku, symbolizują wolność i demokrację. W ramach solidarności z rewolucją na Białorusi zaśpiewano najpierw w języku białoruskim, potem w języku polskim „Mury” Jacka Kaczmarskiego.

Bielsko-Biała należy do czołówki polskich miast, które w ramach sprzeciwu wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki zorganizowały koncerty popierające walczących o wolność Białorusinów. – Podobne koncerty odbyły się tylko w większych miastach jak Gdańsk, Warszawa czy Wrocław. Dla Białorusinów bardzo ważne jest wsparcie Polaków. Naprawdę są nam wdzięczni – mówi Grażyna Staniszewska, pomysłodawczyni koncertu.

Rozmowa z Alesią Medzviadziuk

Alesia Medzviadziuk to białoruska wokalistka, która wystąpiła na bielskim rynku. Na emigracji przebywa już 4 lata. Pochodzi z Grodna, aktualnie mieszka w Katowicach, gdzie studiuje wokalistkę jazzową na Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego.

Anna Stolarczyk: Dlaczego wyjechałaś z rodzinnego kraju?

Alesia Medzviadziuk: – Nie widziałam dla siebie możliwości realizacji. Na Białorusi działają tylko dwie sceny muzyczne. Pierwsza – tradycyjna, estradowa – druga – propagandowa dla władz. Nie istnieje nic oryginalnego. Ja interesowałam się muzyką alternatywną, bardziej nowoczesną i jazzem, który nie jest popularny w naszym kraju.

Polska daje ci możliwość rozwoju?

– Tak. Tutaj jest szkoła jazzowa.

Ciężko było odnaleźć się za granicą? Przed wyjazdem do Polski uczyłaś się już języka?

– Początki były bardzo trudne. Wyjechałam sama, języka polskiego uczyłam się ze słuchu dopiero na miejscu. Obecnie pracuję w szkole, uczę dzieci wokalu jazzowego, dorabiam również w kawiarni. Jakoś daję sobie radę.

Trzeba mieć dużo siły, by móc realizować się w obcym dla siebie kraju, a białoruskim kobietom chyba tej siły nie brakuje? Pierwsze akcje zorganizowały właśnie kobiety, które odważyły się wyrazić swój sprzeciw. Dlaczego twoim zdaniem Swiatłana Cichanouska, kontrkandydatka na prezydenta, wyjechała do Litwy?

– Swiatłana nie wyjechała z własnej woli. Została zmuszona. Zastosowano odpowiedni instrument nacisku. Dla Białorusinów jest to normalna i dobrze znana metoda postępowania władz. Inicjatywa protestów musiała wyjść od kobiet. One musiały tę siłę w sobie znaleźć po tym, jak zostały same. Ich mężów, synów zatrzymano. Na Wiktora Babaryko, Walerija Cepkało sfingowano sprawy kryminalne. Białoruskie kobiety były również oburzone słowami Łukaszenki, jakie wygłosił podczas jednego ze spotkań w ramach kampanii przedwyborczej. Łukaszenka mówił: „Białoruska konstytucja jest dla mężczyzn, nie dla kobiet”.

Czyli możemy zaobserwować podwójne odrodzenie? Białorusinów jako niezależnego narodu i silnych białoruskich kobiet, które walczą o swój głos?

– To wielka tragedia. Przez 26 lat z powodu jednego człowieka utraciliśmy swoją godność. W Białorusinach rodzi się poczucie własnej wartości. Myślą: „Ja jestem Białorusinem. Nie jestem gorszy”. Kobiety też odnajdują się w tej sytuacji. Mają prawo głosu, a nie tylko obowiązek siedzenia w kuchni. Mówią: „Jestem silna. Wyrażam swą postawę obywatelską”. Kobieta rodzi się jako osoba, która może więcej. Jest to zalążek ruchu feministycznego na Białorusi. Kobieta daje o sobie znać.

Czy sądzisz, że Białoruś pójdzie na zachód za Ukrainą?

– Każdy kraj ma swoją drogę. W postaci pokojowych protestów Białoruś wkroczyła na bardzo trudną dla siebie ścieżkę do odzyskania wolności. Dla wszystkich było wielkim zaskoczeniem, że pokojowe wystąpienia spotkały się z tak dużą agresją ze strony OMON-u. Chcemy z Rosją prowadzić przyjacielskie stosunki, ale nie chcemy być jej częścią. A jak będzie, czas pokaże.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.